Wyszłam za mąż zaraz wracam

Wyszłam za mąż zaraz wracam

Wyszłam za mąż zaraz wracam – to francuska komedia z Diane Kruger i Dannym Boon`em w rolach głównych. Bardzo zabawna historia, która zaczyna się opowieścią w opowieści, niemal jak u Woody`ego Allena. Znajdujemy się na rodzinnej Wigilii, na którą zostaje zaproszona szefowa jednej z bohaterek, która non stop płacze po utracie narzeczonego, zakłócając tym samym sielską atmosferę. Żeby uratować jakoś wieczór i nie obrazić – jakby na to nie patrząc – ważnego gościa, domownicy postanawiają opowiedzieć historię perypetii sercowych  Isabelle (Diane Kruger), która jest córką, siostrą, szwagierką.

 

 

 

 

A historia przedstawia się następująco….

 

Szczęśliwie zakochana Isabelle postanawia poślubić swojego długoletniego partnera i mieć  z nim dziecko (Robert Plagnol). Nie byłby to jednak żaden problem, gdyby nie rodzinna „klątwa”, zgodnie z którą dopiero drugie małżeństwo Isabelle może być udane. Bohaterka postanawia więc oszukać przeznaczenie, czyli wziąć potajemnie cichy ślub i natychmiast się rozwieść.  Płaci za to 5 tysięcy euro, jednak zostaje wystawiona do wiatru… W wyniku niefortunnego zbiegu okoliczności poznaje przypadkowego mężczyznę, którym jest Jean-Yves (Dany Boon). Choć wierzy on w miłość od pierwszego wejrzenia i błyskawiczny ożenek, wydaje się być nieczuły na fałszywe awanse Isabelle, która rozpaczliwie próbuje doprowadzić do ślubu…

Oczywiście współobcowanie Isabelle i Jean-Yvesa powoduje w filmie wszystkie komiczne sytuacje. A są oczywiście ludźmi totalnie innymi i niedobranymi pod żadnym względem. Nie są w stanie normalnie rozmawiać, a co dopiero brać ślub, choćby fikcyjny.

Film Pascala Chaumeila to doskonała komedia romantyczna, której akcja toczy się poprzez Danię, Kenię, Rosję oraz Francję. Humor nie jest tu wyjątkowo subtelny, nie zahacza jednak też o dno i wulgarność. Mimo, iż początkowo Jean-Yves kreowany jest na ewidentnego buraka, to w ostatecznym rozrachunku Isabelle kompromituje się dużo bardziej. Nie dość, że podejmuje wątpliwe moralnie działania, to jeszcze wykazują dużą dozę okrucieństwa fizycznego względem Jean-Yvesa, pozbawia go włosów, czy też przesadnie znieczula go na fotelu dentystycznym. Chyba nie było w kinie widza, który by mu nie współczuł…

Film jednak ma swój szczęśliwy finał, jak na komedię romantyczną przystało.  I choć przydałoby się więcej ciętych dialogów zamiast nachalnego slapsticku, film serdecznie polecam. Śmiałam się momentami do łez, a wraz ze mną całe kino :) Serdecznie polecam :)

Polski zwiastun filmu: