„Wołyń” niezwykły film o miłości w nieludzkich czasach

„Wołyń” niezwykły film o miłości w nieludzkich czasach

Podjęcie tematu tragedii wołyńskiej porównałabym do wejścia na pole minowe, gdzie jeden fałszywy krok grozi katastrofą. Z jednej strony bitwa o pamięć i wizję historii, z drugiej — prawo polskich Kresowiaków do oddania im dziejowej sprawiedliwości, z trzeciej — świadomość, że w ówczesnym wołyńskim tyglu nikt nie pozostawał bez winy. Z czwartej natomiast — całkiem współczesne rozgrywki polityczne wokół Ukrainy.
W rolę sapera wcielił się Wojtek Smarzowski, reżyser tyleż utalentowany co kontrowersyjny. Obawiano się, że naturalizm, będący od lat jego znakiem rozpoznawczym, w tym akurat filmie będzie nie do zniesienia i zmieni się w tanią próbę szokowania widza. Nie przypadkiem film „Wołyń” miał olbrzymie problemy ze zdobyciem finansowania, a zakończenie produkcji kilka razy zawisło na włosku.

Na szczęście obawy okazały się niesłuszne. Efekt jest naprawdę imponujący.

Smarzowski zdecydował się pokazać wołyńskie wydarzenie w bardzo szerokiej, epickiej perspektywie. Skupił się na portretach ludzi nad którymi wisi fatum nienawiści, którzy muszą radzić sobie w nieludzkich wojennych czasach. Wiatr historii co chwila zmienia kierunek, a mieszkańcy Wołynia – Polacy, Ukraińcy i Żydzi – próbują zachować szczątki normalności. Urzeka szczególnie zobrazowanie zwykłego rytmu życia, pośród rodzącej się niechęci. Bohaterowie filmu kochają się, nie lubią, pomagają sobie, obgadują, za wszelką cenę próbują przetrwać.
wolyn-plan-filmowy
Smarzowski wykonał kolosalną robotę reżyserską. Rozmach jest tu olbrzymi: od wręcz etnograficznej sekwencji wesela, przez świetne sceny batalistyczne aż po sekwencje finałowe, trzymające w ciągłym napięciu. Widać jednak, że Smarzowski nie epatuje samym rozmachem (co, niestety, zdarza się w polskich filmach), lecz przede wszystkim interesuje się bohaterem i jego historią. Zgrabnie przechodzi od ogółu do szczegółu, miesza lirykę i epikę. Piękne są zdjęcia Piotra Sobocińskiego jr. Aktorzy – jak zwykle z resztą u Smarzowskiego – grają bez fałszywych nut. Wielkie pochwały należą się tu Michalinie Łabacz, debiutantce, której udało się unieść cały film. Na szczególną uwagę zasługuje także muzyka Mikołaja Trzaski, używana oszczędnie, ale trafiona w punkt. Łyżką dziegciu niech będzie tutaj scenariusz, który przez zbyt szerokie ukazanie tła, stał się trochę niezborny dramaturgicznie, potrafił zgubić główną bohaterkę na dość długi czas.


Tak czy inaczej, „Wołyń” to film totalny, po mistrzowsku łączący konwencję melodramatu, filmu obyczajowego, wojennej epopei historycznej a także horroru. To bez wątpienia jeden z najważniejszych polskich filmów w historii.
Szkoda tylko, że nie dostrzegło tego jury festiwalu w Gdyni…

  • Kasia Nowak

    Film, który zostaje w głowie jeszcze długo długo po seansie….

  • adrianbukowski990

    Po seansie czułem się tak dziwnie, ponieważ nigdy wcześniej nie widziałem takiego ogromu emocji przekazanych w formie filmu. To po prostu trzeba zobaczyć!

  • Marika

    Bardzo podoba mi się filmik z wywiadami. Idealnie komponuję się z mocną fabułą Wołynia. Ważne, żeby ludzie nie odebrali intencji reżysera niesłusznie. Ten film nawołuję wręcz do oczyszczenia z tragedii historycznej ludzi, wśród których żyjemy dzisiaj.

  • amiszka

    To prawda. Od kilku dni myślę o tym filmie. Bardzo dobre kino!