Wielkie oczy – Tima Burtona

Wielkie oczy – Tima Burtona

„Lata 50. były naprawdę cudowne. O ile było się mężczyzną” – tej prawdy dowiadujemy się z najnowszego obrazu uznanego amerykańskiego reżysera Tima Burtona. Czy to kobiece kino? Nie sądzę. Jest to uniwersalny obraz. Świetnie zagrany i wyreżyserowany. Polecam – do obejrzenia w kinach w całej Polsce.

Tego reżysera uwielbiam bezkrytycznie już od ponad dekady, od czasów „Dużej Ryby” (2013 rok), choć sporo wcześniej „Edward Nożycoręki” (1990) podbił moje serce. Po drodze było jeszcze kilka filmów w tym genialnych animacji tj. „Gnijąca panna młoda” .

Tim Burton, bo to o nim mowa, jest z pewnością jednym z najoryginalniejszych twórców współczesnego kina. Dzięki swoistemu, surrealistycznemu poczuciu humoru ma wielu oddanych fanów na całym świecie. Fanów, którzy staną za nim murem i zlinczują każdego, kto ma inne zdanie o twórczości ulubieńca. W branży zaczynał u Disneya, zaś jego pierwszym filmem fabularny był pamiętny „Sok z żuka” 1988.
„Wielkie oczy” (Big eye ) jest drugim po „Ed Wood” filmem biograficznym w dorobku reżysera.

W ubiegłą sobotę miałam przyjemność zobaczyć „Wielkie oczy”, film biograficzny o Margaret i Walterze Kane – obraz o ich wojnie o prawo do prawdy. Film jawi się jako produkcja dość nietypowa, jak na tego reżysera, lecz tylko pozornie, bo są i burtonowskie kolory i sposób narracji. To tylko pozorne wyciszenie – znamy tego pana i swoje wiemy, że niezły „wilk w owczej skórze” z naszego Burtonka.
Bohaterką owej „true story” jest Margaret (świetnie zagrana przez Amy Adams), która porzuca męża choć „nie było to wtedy jeszcze w modzie” (jest rok 1958) i przenosi się wraz z córką do San Francisco. Kobieta chce się usamodzielnić także finansowo, podejmując pracę. Pewnego dnia na niedzielnym targu poznaje malarza-amatora Waltera Keane’a (Christoph Waltz). Dla zamkniętej w sobie, samotnej i zdolnej malarki zaczyna się bajka… ale czy aby na pewno? Natomiast Walter nie zasypuje gruszek w popiele, co spotyka się z ogromnym entuzjazmem samej Margaret. I wszystko byłoby dobrze, gdyby na obrazach malowanych przez nią było także JEJ imię, a nie tylko wspólne nazwisko (Keane)… Walter z dnia na dzień staje się prawdziwą gwiazdą, zaś Margaret niewolniczo produkuje i produkuje obrazy dzieci o wielkich, smutnych oczach.
Reżyser rewelacyjnie ukazuje purytańską moralności Ameryki przełomu lat 50-tych i 60-tych. Kobiety w tamtych czasach miały być gospodarne i eleganckie ale przy tym bezmyślne i zależne od męża – zwłaszcza finansowo. Film doskonal odzwierciedla rzeczywistość gdyż produkcję nadzorowała ściśle sama (87-letnia dziś) M. Keane. Przez co „Wielkie oczy” są w jakimś stopniu również feministyczny dziełem. Do tego Burton nie szczędzi batów ludziom sztuki (krytykom) i pyta przewrotnie, co decyduje o sukcesie artysty…

Zdecydowanie film szczególny w dorobku tego twórcy. Ale Burton nie byłby sobą, gdyby w tym wszystkim nie puszczał do nas „wielkiego oka”, bo nieszczęścia bohaterki osadzone w ramach koloru i sielankowego tła – do płaczu nie skłaniają, choć przykuwają uwagę – to fakt.
„Wielkie oczy” wypadają komediowo, a to za sprawą „popisów” Waltza, od których oczy oderwać trudno. Aktor jest zuchwały aż do granic, przez co, prawdziwy jakby nie było, konflikt państwa Keane staje się niejako dodatkiem.
Ale czyż w końcu nie na to czekaliśmy? Na to by przenieść się do zabawnego i oszałamiającego Burtonowskiego świata. Świata, w którym lubimy i chcemy przebywać ja najczęściej.

Lana Del Rey – Big Eye – utwór ze ścieżki dźwiękowej filmu.

  • Marta Chmielik

    Ciekwwa recenzja. Burton jest jednym z tych reżyserów, którego jak się już pokocha to na zabój, a dzięki „Wielkim oczom” zainteresowałam się też samym malarstwem Margaret Keane.

  • Karolina Domaniewska

    Moja przygoda z Burtonem zaczęła się gdy obejrzałam ” Mroczne cienie ” z Johnny Deppem. Jest niesamowity!