„W jednej osobie” – Irving o „pociągu do niewłaściwych ludzi”

„W jednej osobie” – Irving o „pociągu do niewłaściwych ludzi”

„W jednej osobie” – Irving o „pociągu do niewłaściwych ludzi”. Ostatnio tyle się dzieje, że prawie zapomniałam napisać Wam o jednej z najciekawszych książek jakie czytałam ostatnimi czasy, mianowicie „W jednej osobie” Johna Irvinga.

Sam Irving jest jednym z najbardziej cenionych pisarzy amerykańskich i to zarówno przez czytelników, jak i krytyków.

 

 

W najnowszej powieści pisarza każdy może dostrzec inny aspekt, który wzbudzi w nim największy pociąg mówiąc językiem narratora. Autor podejmuje w niej problem normalności, poszukiwania swojej tożsamości,  nietolerancji oraz wyobcowania, a wszystko krąży wokół seksualności, która determinuje to, kim jesteśmy.

 

 

Książka napisana jest w pierwszej osobie jako autoportret pisarza biseksualisty, więc momentami można się zapomnieć i potraktować ją jako wyznania samego Irvinga. W czym jest ziarno prawdy, o którym autor mówi: „Billy to nie ja. Wyrósł z mojego wyobrażenia o tym, jaki mógłbym być, gdybym uległ pewnym impulsom z wczesnej młodości. Jako dorastający chłopiec wyobrażałem sobie seks z matkami kolegów, z rówieśniczkami – owszem, nawet ze starszymi spośród kumpli z drużyny zapaśniczej. Okazało się, że lubię dziewczęta, lecz wspomnienie owego pociągu do „niewłaściwych” ludzi na dobre wryło mi się w pamięć. Te biseksualne ciągoty były bardzo silne; moje wczesne doświadczenia seksualne, a dokładniej, seksualne wyobrażenia, nauczyły mnie, iż pożądanie to rzecz ambiwalentna.”

Billy’ego Abbotta poznajemy jako trzynastolatka. Wiek nastoletni zajmuje w książce najwięcej miejsca, gdyż to właśnie ten okres zdaniem narratora ukształtował jego jestestwo. Jestestwo, które jeden z bohaterów określił jako walkę z nietolerancją. Przede wszystkim z nietolerancją odmiennej niż hetero seksualności. Nie ma tu jednak płomiennych mów, ani opisów zamieszek. Billy wyraża się poprzez swoją twórczość, choć nie brakuje mu odwagi, aby w życiu codziennym równie dobitnie i otwarcie mówić co mu się nie podoba.

William nie jest typowym nastolatkiem. Przynajmniej w odniesieniu do tych, których znam. On w wieku trzynastu lat wie, co chce robić w życiu i później konsekwentnie do tego dąży. Pasjonuje go Szekspir, Dickens i inni wielcy słowa pisanego. Postanawia zostać pisarzem. Szybko też odkrywa prawdę o swojej seksualności, o „pociągu do niewłaściwych osób”. W przeciwieństwie do wielu nastolatków wie kim jest i czego chce od życia. Tak więc, w wieku trzynastu lat jest pewien dwóch rzeczy o sobie: chce byś pisarzem i chce uprawiać seks z bibliotekarką –  Panną Frost (oraz  że podobają mu się niektórzy chłopcy).

Wiedza ta bynajmniej nie ułatwia mu życia. Na szczęście, w swoim otoczeniu znajduje osoby, z którymi może szczerze porozmawiać i które podziwia, takie jak dziadek Harry, jego ojczym Richard Abbott, czy pani Hadley. Nie mówi im o wszystkim, ale są dla niego oparciem. W samej rodzinie Abbottów prym wiodą kobiety, które przez lata zatajają przed nim wszelkie niewygodne dla siebie tematy, a takimi są te, które najbardziej go interesują… William ma ogromny żal do matki za odrzucenie w chwili ujawnienia się jego „niezdrowych zainteresowań” i ukrywanie prawdy o ojcu. Do tego stopnia, że nie umie płakać po jej śmierci, zrobi to dopiero po latach.

Poznając życiorys Billy’ego, jego młodzieńcze fascynacje, kochanki, kochanków, przełomowe momenty, poznajemy również odrobinę ewolucję zagadnień LGBT. Nie brakuje również wątku o epidemii AIDS, która dziesiątkuje jego bliższych i dalszych znajomych. Budzi się w nim nawet poczucie winy, że sam nie zachorował.

Swoistym spełnieniem życiowej misji jest Gee, którą poznajemy końcowych rozdziałach książki. Nie mogę zdradzić nic więcej, by nie zepsuć Wam przyjemności czytania, ale zwracam Waszą uwagę na tę postać.

„W jednej osobie” zaskakuje, wciąga i nie nudzi ani przez moment. Jest daleka od moralizatorstwa i nie próbuje usprawiedliwiać niczego na siłę. Mi osobiście powiedziała dużo na temat osób transseksualnych, czy też transgenderycznych, nie w sensie jakiejś wiedzy encyklopedycznej, ale poznania i zrozumienia. W moim odczucie tego bardzo brakuje w naszym społeczeństwie i to  piętnuje Irving w społeczeństwie amerykańskim.

Jedyne co mnie odrobinę zawiodło to kwestia wyjaśnienia tajemnicy ojca Williama, banalna…

Ale może taki właśnie był zamysł twórczy? Żeby zaznaczyć, że to jednak fikcja literacka?

[Może?]

Na koniec mała zagadka:

„…gdy wyciągałem rękę i dotykałem jej pochwy (…) nie miała pojęcia, że sięgam po coś, czego nie ma i czego musiało mi brakować.”

Co autor cytatu miał na myśli? ;)

Polski fanpage Johna Irvinga – http://www.facebook.com/JohnIrvingPolska

Polski trailer książki „W jednej osobie”.