„Skyfall” – klasyka i nowoczesność w jednym

„Skyfall” – klasyka i nowoczesność w jednym

„Skyfall” – klasyka i nowoczesność w jednym. Najnowszy jubileuszowy Bond jest genialnym zwieńczeniem trylogii filmów z Danielem Craigiem („Casino Royale” i „Quantum of Solace”). Dekadentyzm Bonda ma tu swój kres. Ale od początku…. Postaram się nie spojlerować  ;)

 

 

„Skyfall” jest bardzo nowoczesny, ale nawiązuje też do klasyki serii. Bond jak zwykle zmartwychwstaje, myśli, martwi się, strzela z najnowszej broni jak również ze starej dubeltówki, jeździ motocyklem, starym DB5, walczy z terrorystami i ratuje porządek na świecie. Reżyser Sam Mendes określił ten film jako nie-bondowską refleksją o przemijaniu, psychologiczną zadumę o wartościach, ideałach, tradycji i nowoczesności. I tak też dokładnie odebrałam „Skyfall”, nie ma w nim bondowej bajki, banalnych romansów, wydumanych gadżetów. Film nie jest tylko i wyłącznie kinem akcji, ale nazwałabym go raczej dramatem psychologicznym. Jest to niezwykły i ciekawy eksperyment.

 

Nie mogę również nie pochwalić czarnego charakteru – Silvy – w którego wcielił się Javier Bardem. To człowiek wewnętrznie złamany, skrywający tajemnicę, o nieprzyjemnym, specyficznym wyglądzie, który zaskakuje.  Na potrzeby roli w „Skyfall” włosy Bardema zostały przefarbowane na blond i oryginalnie uczesane. Zamysł był taki, by nie tylko osobowość Silvy była „nieprzyjemna”. „Nieprzyjemny dla oka” miał być także wygląd tego bohatera, który od razu pobudza wyobraźnię widza. Specyficzne są nie tylko włosy Silvy w „Skyfall”, ale również jego twarz. Bardem opowiadał w Londynie, że jednym z jego ulubionych bohaterów bondowskiej serii jest siłacz o pseudonimie „Jaws” (czyli „Szczęki”), posiadacz pancernych zębów (w jego roli mierzący ponad dwa metry wzrostu Richard Kiel), przeciwnik Bonda, znany z filmów „Szpieg, który mnie kochał” i „Moonraker”. Te dwie postaci mają ze sobą „coś” wspólnego. Silva to „intelektualna” wersja „Szczęk”.

 

 

 

 

Kobiety są tu odsunięte na dalszy plan. Jest tu tajemnicza i zmysłowa Severine oraz zapalczywa, łagodna Eve, koleżanka agenta 007 po fachu. W „Skyfall” to mężczyźni rozdają karty, a jedyną kobietą naprawdę ważną dla fabuły jest grana przez Judi Dench M. Tym bardziej, że to również ona, a nie tylko Silva, zostaje w pewnym sensie zrównana do poziomu złoczyńcy, bowiem uosabia brutalne metody pracy brytyjskiego wywiadu, których tworem jest agent 007. W „Skyfall” nawet czarne charaktery nie są typowe, bowiem u Mendesa każdy jest jednocześnie bohaterem oraz złoczyńcą, i to właśnie wewnętrzna walka pomiędzy tymi dwiema stronami osobowości prowadzi ich przez życiowe wyboje.

 

 

Do „Skyfall” nie można podchodzić jak do kolejnego filmu o przygodach Bonda. Nie jest to typowe kino rozrywkowe. Jest to film o przemianach jakie zaszły w bohaterze na przestrzeni tych wszystkich lat. Film podkreśla to, że obecnie nie ma miejsca na bezpieczną ironię. To niebondowski film o Bondzie. Inteligentne kino komercyjne z zacięciem artystycznym, które trzeba zapewne obejrzeć co najmniej kilka razy, by dostrzec wszystkie jego wartości – chociażby cudownej strony wizualnej przygotowanej przez Mendesa i autora zdjęć Rogera Deakinsa, który nazywany jest poetą kina. „Skyfall” jest świetnie sfilmowany. Ma doskonałą oprawę, począwszy od niebanalnej czołówki. Jest doskonale zmontowany oraz udźwiękowiony. Muzyka Thomasa Newmana ilustrując jakże różne sytuacje i klimaty jest spójna i w żadnej chwili nie odbiega od głównego tematu.  „Skyfall” to film nietypowy, inteligentny, osobisty i piękny. Bardzo mi się podobał. Na pewno będzie on kinematograficznym wydarzeniem, które przyciągnie do kin miliony widzów.
W polskich kinach „Skyfall” będzie można zobaczyć od piątku 26.10.2012.

 

 

 

 

Adelle śpiewa „Skyfall”

 

 

 

 

Zobacz polski trailer „Skyfall”