Saga Księżycowa. Scarlet

Saga Księżycowa. Scarlet

„Saga Księżycowa: Scarlet”. Skoro rok temu dałam się skusić cyber-Kopciuszkowi, jakże mogłabym pominąć galaktycznego Czerwonego Kapturka?

Nie mogłam…

Choć główną motywacją, by sięgnąć po książkę była ciekawość o dalsze losy uroczej Lunarki, postać Scarlet obudziła we mnie nie mniejsze zainteresowanie. Zaczyna się równie banalnymi nawiązaniami do tradycyjnej baśni – dziewczyna o krwistoczerwonych włosach i bluzie z kapturem mieszka z babcią i napotyka wilka. Początkowo nieufna, wkrótce daje się oczarować jego zielonym oczom i podwójnej osobowości. – Jedna jej strona ujawnia się w walkach toczonych na pieniądze, druga poza ringiem. Wtedy wydaje się spokojny, wręcz nieśmiały. Jaki jest naprawdę i dlaczego nazywają go Wilkiem?

Zapytać – ale gdzie tu dalszy ciąg losów Cinder? Prze pierwsze strony nie wiadomo. Akcja toczy się dwutorowo. Opowieści o Scarlet i Cinder toczą się niezależnie, jakby obok siebie. Stopniowo jednak wychodzą na jaw fakty, które zdają się łączyć obie dziewczyny mimo, że jedna od lat mieszka we Wspólnocie Wschodniej, a druga na farmie w Europie. Pierwsza zdaje się nikogo nie obchodzić, drugiej szuka niemal cala galaktyka, gdyż ucieczka Cinder z więzienia diametralnie zwiększyła zagrożenie ataku Luny na Ziemię.

Nie chcę zdradzać fabuły, ani przestawiać bohaterów, niech będą dla Was taką samą niespodzianką jak dla mnie. Powiem dwa słowa o samych bohaterkach. Obie dziewczyny cechuje wielka lojalność i oddanie swoim bliskim, wychodzenie poza utarte schematy zarówno w myśleniu jak i działaniu, obie też poznają smak pierwszej miłości, choć nie chcą się do tego przyznać.

Lektura wciąga z minuty na minutę bardziej…