Pokłosie – Władysław Pasikowski

Pokłosie – Władysław Pasikowski

Pokłosie – Władysława Pasikowskiego to dla mnie była jedna wielka niewiadoma. Niby o historii, a nie historyczny; niby to Pasikowski, a z opisu film bardziej przypomina twórczość Polańskiego czy Holland.

 

"Pokłosie" Władysława Pasikowskiego to dla mnie była jedna wielka niewiadoma. Niby o historii, a nie historyczny; niby to Pasikowski, a z opisu film bardziej przypomina twórczość Polańskiego czy Holland. Czego się spodziewać? Jak pogodzić ten nieco przerysowany, ocierający się momentami o pastisz styl Pasikowskiego i jego super twardych facetów z tak delikatną tematyką, jak mord na Żydach?  Takie wątpliwości tylko podsycają ciekawość. Pasikowski już nieraz pokazał, że w tematyce wojennej czuje się świetnie („Demony wojny wg Goi”; „Operacja Samum”), tylko że to nie jest film o wojnie, a o czymś o nawet trudniejszym. O pamięci.

 

Czego się spodziewać? Jak pogodzić ten nieco przerysowany, ocierający się momentami o pastisz styl Pasikowskiego i jego super twardych facetów z tak delikatną tematyką, jak mord na Żydach?  Takie wątpliwości tylko podsycają ciekawość. Pasikowski już nieraz pokazał, że w tematyce wojennej czuje się świetnie („Demony wojny wg Goi”; „Operacja Samum”), tylko że to nie jest film o wojnie, a o czymś o nawet trudniejszym. O pamięci.

 

Miejscem akcji jest mała, polska wieś, której nazwa nie jest istotna, bo przedstawione wydarzenia w zasadzie mogłyby mieć miejsce wszędzie, w każdej takiej małej, polskiej wsi. Główny bohater Franek Kalina (w tej roli doskonały Ireneusz Czop) powraca do niej po 20 latach nieobecności.  Wyjechał w 1980, czyli jak łatwo obliczyć mamy rok 2000. Choć tak naprawdę, gdyby nie współczesne samochody, można by mieć, co do czasu akcji wątpliwości. Wieś wygląda, jakby czas się w niej zatrzymał 50 lat temu.  Franek nie przyjeżdża bez powodu, chce się dowiedzieć, dlaczego jego bratowa tak nagle wyemigrowała z dziećmi do Stanów i czy z jego bratem Józkiem (Maciej Stuhr) wszystko w  porządku. Film zaczyna się jak thriller, reżyser buduje atmosferę grozy, stopniuje napięcie, tak żeby widz wiedział, że za chwilę coś się zdarzy, coś niedobrego. Wokół Józka dzieje się coś dziwnego, jacyś tajemniczy ludzie wybijają mu szyby w oknach, szukają go lokalne opryszki, raz nawet zostaje pobity. Podstawiony pod ściana przyznaje się, czym tak się naraził wiejskiej społeczności. Józek zwozi z całej okolicy płyty nagrobne z dawnego, żydowskiego cmentarza, które po wojnie posłużyły do utwardzania dróg, chodzików i obejść we wsi. Dlaczego? Tego nawet sam Józek nie potrafi wyartykułować. Bo jest typowym bohaterem Pasikowskiego, może niekoniecznie w tym sensie, jak Andre i Alex z „Reichu”, ale na pewno jest twardym facetem, który nie potrafi opowiadać o swoich uczuciach. To widz musi się domyślić, co dzieje się w głowie bohatera. Józek robi to, bo czuje że musi. Bo przecież „to ludzie byli”. Przez upór brata Franek zaczyna mu pomagać.

 

Ta historia nie ma prostego wyjaśnienia, nie jakiś tam antysemityzm prostych ludzi. Tu kryje się coś więcej. Tragiczne wydarzenie z przeszłości, tajemnica zniknięcia kilkudziesięciu żydowskich rodzin i zajęcia ich gospodarstw przez mieszkańców wsi. Jedna decyzja w życiu, która w kolejnych pokoleniach wciąż determinuje życie mieszkańców, prawda o której wygodniej byłoby zapomnieć. Dlatego Józek i Franek aż tak bardzo przeszkadzają lokalnej społeczności, przez swoje poszukiwania nie dają zapomnieć.

 

Dużym plusem filmu jest wybór aktorów i rys charakterologiczny postaci, którzy i w swej aparycji i zachowaniu, lękach i ograniczeniach są do bólu naturalni. Chłop jest tu chłopem. Jeszcze większym plusem jest antymartyrologiczny  charakter filmu, tutaj przeszłości się nie rozpamiętuje, z przeszłością trzeba się zmierzyć. Nie ma dla niej jednoznacznego wyjaśnienia, postaw jest tyle, ilu ludzi.

 

Ciekawym motywem w filmie są postacie księży, starego proboszcza, który wkrótce wybiera się na emeryturę i jego młodego następcy. Pasikowski przełamuje tu stereotyp, nie może być tak prosto, że to starzy bronią ustalonego porządku, a młodzi są „postępowi”. To stary proboszcz wspiera Kalinę w jego poszukiwaniach, twierdzi nawet, że kieruje nim Bóg, podczas gdy młody najchętniej zamknąłby mu usta. Czy można się tu dopatrywać symbolicznego znaczenia? Myślę, że tak. Problem dawnych zbrodni i niechęci nie umiera wcale ze starym pokoleniem, młode jest w równym stopniu nimi obarczone.

 

 

„Pokłosie”

gatunek: dramat

reżyseria: Władysław Pasikowski

premiera kinowa: 9 listopada 2012 (wcześniej pokazywany na Festiwalu polskich Filmów Fabularnych w Gdyni)

 

 

  • Widz

    Widziałam film wczoraj. Jak dla mnie doskonale pokazuje jak działa psychologia tłumu – ludzie wtedy czują siłę i nawet jak myśli ktoś inaczej to i tak do tego się nie przyzna i idzie z tłumem i za tłumem. Scena pod kościołem świetna. Zaskoczyła mnie postawa obecnego proboszcza, a jeszcze bardziej młodego księdza. Jak dla mnie dużo w tym prawdy – młodzi ludzie, którzy o wydarzeniach sprzed lat nie mają pojęcia, najgłośniej krzyczą.
    Wiele prawd poprzez ten film zostało przekazanych, takich prawd o ludziach. Sprawdźcie jakie Wy prawdy jeszcze odkryjecie.

  • Róża

    Film jest świetny, miałam okazję już go widzieć, po prostu „nowy” Pasikowski i to z rewelacyjnym thrillerem powraca po latach!!!