Philippa Gregory „Odmieniec”

Philippa Gregory „Odmieniec”

Philippa Gregory „Odmieniec”. Książki brytyjskiej badaczki stają się ostatnio głośne jeszcze przed ich premierą. Od czasów „Kochanic króla” świat jeszcze baczniej obserwuje Philippę Gregory i jej literaturę, która fenomenem musi być już choćby o tyle, że niewielu pisarzy doczekuje się sławy, a co dopiero pisarzy-historyków!

 

 

 

„Odmieniec” zapowiada się mrocznie, z lekko fantastycznym zabarwieniem i choć nie znajdziemy w nim prawdziwych czarownic i wilkołaków, to słowa na określenie paranormalnym istot będą pojawiać się zaskakująco często, ale o tym później.

Pamiętacie może ostatnie doniesienia dotyczące mężczyzny (właściwie to trzech mężczyzn) z Arabii Saudyjskiej, który został wydalony z kraju ponieważ był… nieprzyzwoicie przystojny? Brzmi niewiarygodnie jednak główny bohater i jednocześnie tytułowy „Odmieniec” – Luca Vero jest w stosunkowo podobnej sytuacji. Inteligentny, młody i dociekliwy przystojniak ociera się o inkwizycyjny stos, po tym jak udaje mu się obliczyć, że aktualnie na ziemi krąży niewspółmierna do rzeczywistości ilość relikwii, a dokładniej gwoździ użytych do ukrzyżowania Jezusa. Luce udaje się jednak okazać wystarczającą skruchę, ponieważ zamiast wyroku dostaje do papieskiego wysłannika ofertę nie do odrzucenia. W ten oto sposób Luca również zostaje inkwizytorem, którego zadaniem jest tropienia zła i śladów nadchodzącej apokalipsy.

 

 

W tym celu Luca dociera do zakonu augustianek. ponieważ żeński zakon, słynny ze swojej niezależności jeżeli chodzi o kierowanie społecznością zakonną, stał się sławniejszy z innych powodów. Niestety takich, które przerażały okolicznych mieszkańców opactwa.  Dodatkowo, dziwne zdarzenia jakie mają miejsce w klasztorze, rozpoczęły się wraz z nadejściem nowej przełożonej zakonu – ksieni Izoldy i jednocześnie drugiej bohaterki naszej powieści.

 

Izolda jest postacią, z której bije kobiecym magnetyzmem. Nie uwodzi, nawet się nie stara jednak lgniemy do tej postaci, chcemy ją poznać i przebywać z nią. Poznajemy ją w momencie śmierci ojca, jednak pierwsza rozwinięta scena z Izoldą dotyczy już późniejszego opłakiwania jednego z bardziej majętnych i wpływowych dostojników. Izolda, która była traktowana przez ojca na równi z bratem w naturalny sposób miała przejąć sporą część władzy nad majątkiem i małą armią rodziny Lucretili. Na skutek spisku stało się jednak inaczej i naszej bohaterce przyjdzie opuścić rodzinny zamek.

 

Nie raz i nie dwa, Izolda  stanie się ofiarą oskarżeń (również samego Luci…) o czary, odprawianie czarnych rytuałów, a nawet niejasny związek z jedną ze swoich służących – Isztar (jedna z lepszych postaci drugiego planu). Philippa Gregory jasno pokazuje, że koniec XV wieku przynosi nam nie tylko, zapoczątkowaną w takich miejscach jak Florencja, czy Wenecja, modę na palenie czarownic, lecz przede wszystkim rozszyfrowuje, że pod wszelkimi zabobonami, czy mówiąc wprost populizmem kryją się interesy możnych tego świata.

Jest to wyjątkowo ważna lekcja w dzisiejszym świecie pełnym zwalczających się grup. Dzieli nas mniej niż myślimy i gdy tylko rozciągniemy na jakaś sprawą osobiste śledztwo, tym szybciej okaże się, że zło bez wsparcia aury tajemniczości – obnażone – jest małe, nieporadne i śmieszne.

Pierwszą część „Trylogii ciemności”, czyli niezwykłą podróż po mrokach średniowiecza, teorii spiskowych i zwykłych zabobonów uważam za udaną.