Panie Dulskie

Panie Dulskie

Najnowszy film Filipa Bajona pt. „Panie Dulskie” z Krystyną Jandą w roli głównej jest

ciekawą wariacją na temat znanego dramatu Gabrieli Zapolskiej, nowym spojrzeniem na

nieśmiertelną „dulszczyznę”.

Zresztą na uroczystej premierze sam reżyser powiedział, że skoro powstała XIII księga Pana

Tadeusza to i kontynuacja Pani Dulskiej mogła powstać :)

Zapieramy się nogami, rękami – zarzekamy na wszystkie, no powiedzmy świętości, a i tak

powielamy te same błędy, wpadki oraz doświadczamy tych samych rozczarowań przez

pokolenia. Dlaczego, bo od „dulszczyzny” ustrzec się nie da.

Reżyser uwspółcześnił dramat, zahaczając o pierwowzór („Moralność Pani Dulskiej”),

przedstawił go jednak dość prowokacyjnie, umieszczając w trzech ramach czasowych.

Mamy Dulską (klasyczną) czyli z początku XX wieku, rewelacyjna i nie do podrobienia

Janda. Zresztą, nie tylko moim zdaniem, ona kradnie całe show! Potem stalinowska Dulska z

roku 1954, zmęczona życiem i byciem córką swojej matki (Katarzyna Figura). Na koniec

Dulska współczesna, zapatrzona w siebie egocentryczka – reżyserka filmowa (Maja

Ostaszewska). Zjawia się też tajemniczy gość z zagranicy – Rainer Dulsky (Władysław

Kowalski), profesor psychiatrii ze Szwajcarii, a czy zbieżność nazwisk jest przypadkowa?

Przekonajcie się sami, bo Dulscy mają wiele „za uszami”.

Twórcom filmu świetnie i bez zgrzytów udało się rozpisać tę opowieść na różne epoki. Do

tego nie można odmówić niesamowitej dbałości, aż po najdrobniejsze detale, jeśli chodzi o

scenografię. Przepięknie zagrała też lubelska starówka swoją rolę (aż mam chęć przejść się

tymi uliczkami, po latach od ostatniego pobytu w tym mieście).

Jest klimat całości jak to się mówi, po prostu!

Oprócz perfekcyjnej Jandy, życiowej Figury i innych aktorów. Nie byłoby Dulskich bez

Felicjana – fenomenalnego Olgierda Łukaszewicza w jednej ze scen (choć o dziwo więcej niż

jednozdaniowej). Ciekawie i bardzo sugestywnie wypadła dwulicowa lisiczka (bo i ruda)

Katarzyna Herman. Dobrze zagrali: Sławomir Orzechowski, Sebastian Fabijański, Mateusz

Kościukiewicza plus Sonia Bohosiewicz. Młode aktorki (m.in. sympatyczna córka Doroty

Masłowskiej) wcielające się w postać Dulskich dziewczynek – ujmująco wiarygodne.

Opowieść może niebyt wciągająca i bez fajerwerków, jednak z prawidłowo poprowadzoną

intrygą. To dobra wariacja i kontynuacja klasyki.

„Panie Dulskie” to całkiem udana zabawa formą, a czy przy tym lustro w którym

przeglądamy się, przymierzając co i rusz swoje prywatne i narodowe wady? Cóż na to pytanie

każdy po seansie musi odpowiedzieć sobie sam.

  • Marta Chmielik

    Recenzja zachęcająca, w weekend planuję,bo obsada mega dla mnie no i temat!

  • Piotr Cichocki

    film podobno dobry a jakoś słabo się sprzedał