Mój tydzień z Marilyn Monroe

Mój tydzień z Marilyn Monroe

Mój wieczór z Marilyn Monroe…
Colin Clark miał szczęście spędzić z nią cały tydzień, ja tylko dwa wieczory, ale zostanie na mojej półce na zawsze, bo oto „Mój tydzień z Marilyn” jest już na dvd (i Blue Ray dla bardziej wymagających). Oto kilka słów o mojej przygodzie z ekranizacją wspomnieć Colina Clarka.
Idąc do kina spodziewałam się historii ekscytującego romansu, a dostałam pełną ciepła i czułości, sentymentalną oraz całkiem wiarygodną opowieść o przyjaźni i zagubieniu. Czy się zawiodłam? Skoro trzymam w ręku świeżutkie wydanie na dvd, to sami odpowiedzcie na to pytanie. ;)


Film przedstawia wyrywek z życia kultowej aktorki Hollywood, uważanej za ikonę seksu i blichtru, podziwianej przez kobiety, pożądanej przez mężczyzn. Marilyn Monroe (Michelle Williams) przyjeżdża do Londynu, aby wystąpić w filmie „Książe i aktoreczka” u boku Laurence’a Oliviera (Kenneth Branagh). Jest to jednocześnie jej miesiąc miodowy z poślubionym przed dwoma tygodniami dramaturgiem Arthurem Millerem (Dougray Scott), który to szybka opuszcza Londyn w skutek małżeńskiej kłótni.
30-letnią Marilyn poznajemy zatem w momencie, kiedy jej świat jest bardzo chwiejny. Trudne początki małżeństwa towarzyszą nie lada wyzwaniu zawodowemu. Przyjazd do Londynu równał się trzem konfrontacjom:
-Musi stawić czoło Europie, Staremu kontynentowi, który jest bardziej konserwatywny i odległy kulturowo, który reprezentuje pewną klasykę i stałość.
-Konfrontację klasową – Marilyn wywodzi się z nizin społecznych ma zaś zagrać u boku SIR Laurence’a Oliviera. Także Colin Clark – młodszy od niej asystent reżysera, a w rezultacie jej przewodnik po Londynie i przyjaciel, pochodzi z wysokiej arystokracji.
-Trzecią, zapewne najtrudniejszą konfrontacją była metoda gry aktorskiej. Marilyn w Stanach była uczona metody wzorowanej na Stanisławowskim, metody realizmu psychologicznego, czyli bardzo emocjonalnego wczuwania się w role, w której to aktor najpierw musi sam poczuć emocje, które ma odegrać. Marilyn sama również była bardzo wrażliwa, uczuciowa, nawet neurotyczna i bardzo przeżywała swoje role. Na planie „Księcia i aktoreczki” styka się z aktorstwem klasycznym –teatralnym, warsztatowym, gdzie aktor wyraźnie oddziela rolę od własnego ja.

 

 

Marilyn nie może wczuć się w pracę na planie, co wywołuje frustracje wśród ekipy, a największe u niej samej. Boi się rozmawiać z najbliższymi. Wciąż nie jest pewna swojego aktorstwa. Wszystko wokół niej zdaje się szeptać: to gwiazda, ale czy dobra aktorka?… Jest to dla niej sytuacja zagrożenia. Młody, prostoduszny asystent reżysera okazuje się tym, który pomaga jej przetrwać i poznać samą siebie przez to, ze pozwala jemu poznać siebie jako człowieka, a nie jako gwiazdę, ikonę. Sama na jedno z pytań dziennikarzy o to, czy czuje się symbolem seksu odpowiedziała: „Symbol seksu staje się rzeczą, a ja nienawidzę być rzeczą”. Jej aktorstwo, było jej życiem. W obiektywach kamer rozkwitała i umierała…
Film ogląda się lekko, ale nie bez zaangażowania, zatem zachwyty krytyków i nominacje do Oscarów (dla Michelle Williams i Kennetha Branagha) oraz Złoty Glob 2012 (M.W.) dla najlepszej aktorki w pełni zasłużone. Tak właśnie według mnie powinno wyglądać kino rozrywkowe wyższej klasy.

Nie mogę też nie wspomnieć o robiącym wrażenie booklecie! Za 29,99zł (do nabycia tutaj ) otrzymujemy nie tylko wspaniały oscarowy film, ale pięknie wydaną, ilustrowaną książeczkę z informacjami o filmie i samej Marilyn, cytaty jej i o niej.

 

Mój tydzień z Marilyn
Reżyseria Simon Curtis
premiera: 3 lutego 2012 (Polska) 9 października 2011 (świat)
Obsada: Williams Michelle, Redmayne Eddie, Clark Colin, Dench Judi