„Metro w Buffo”, czyli marzenia i miłość na scenie

„Metro w Buffo”, czyli marzenia i miłość na scenie

„Metro”. Ileż razy słyszałam nazwę tego spektaklu, ileż razy widziałam zajawki w telewizji, artykuły w prasie. Wiedziałam, ze z „Metrem” kojarzą się osoby takie jak: Natasza Urbańska, Janusz Józefowicz, Robert Janowski czy Edyta Górniak, dla której „Metro” stało się przepustką do kariery. Wiedziałam, że jest to przedstawienie kultowe i nie wypada na nim nie być. Ale choć teatr Studio Buffo mam na wyciągnięcie ręki, dopiero teraz zdecydowałam się pójść na ten spektakl. Wszystko przez to, że nie przepadam za musicalami. Raczej wolę historie, które od początku do końca są mówione, niż śpiewane i tańczone. Ale pomyślałam sobie: Dobra, pójdę i zobaczę.

metro4

„Metro” powstało co prawda w 1987 r. lecz jego popularność w dalszym ciągu nie słabnie. Doskonale widać to po szczelnie wypełnionej ludźmi sali oraz balkonie, z którego dane było mi oglądać sztukę. Muszę przyznać, że nie było to dobre miejsce; widoczność co prawda niezła, natomiast brak klimatyzacji w tym letnim dniu powodował, że ciężko było skupić się na fabule.

Skoro o fabule mowa, to przypomnę Wam, że „Metro” to historia o grupie młodych artystów, którzy mają marzenia i chcą je realizować. Przyjeżdżają na casting do teatru, lecz go nie przechodzą. Postanawiają więc zorganizować własny musical na stacji metra. Gdy przedstawienie okazuje się sukcesem, młodzi muzycy dostają angaż do teatru, który ich wcześniej odrzucił. Wtedy pojawia się dylemat; pójść w stronę pieniędzy, czy marzeń…

Artyści wcielający się w role młodych muzyków świetnie poradzili sobie zarówno ze śpiewem jak i tańcem. Po prostu dali z siebie wszystko. Mocne głosy, ciekawe układy choreograficzne oraz efekty wizualne to bez wątpienia plusy „Metra”. Główni bohaterowie grający Ankę i Jana – czyli Natalia Srokocz i Jerzy Grzechnik również bardzo dobrze się zaprezentowali. Utalentowany duet perfekcyjnie wypadł w piosence „Na strunach szyn”. Przyznam, że gdy śpiewali, miałam ciary!

A jakie są minusy „Metra”? Moim zdaniem blado przy tańcu i śpiewie wypadły dialogi między aktorami. Jakoś tak po prostu sztucznie. Jednak cała reszta skutecznie zrekompensowała mówione elementy.

W czym tkwi od lat fenomen musicalu „Metro”? Wydaje mi się, że porusza po prostu mnóstwo uniwersalnych tematów, takich jak marzenia, pasja, ale też młodzieńcze ideały, władza pieniądza oraz miłość, o którą bohaterowie musicalu walczą z całych sił. Szczerze polecam Wam „Metro”. Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie w tym półtoragodzinnym, wypełnionym po brzegi śpiewem i tańcem show.

  • Ela Strzępień

    Jak ja danwo nie byłam w teatrze :( Musze koniecznie w tym roku nadorbić

  • Ewa Plucińska

    Ja jeszcze nie miałam okazji zobaczyć „Metra”, chociaż musicale uwielbiam. Chyba czas się wybrąć:)

  • Kamila Smolczyk

    Muszę się kiedyś wybrać i obejrzeć, bo też mam awersje do musicali ale skoro Ciebie przekonał spektakl to może i mnie? :)

  • Marta Chmielik

    Ale to był pierwszy musical jaki kojarzę u nas i tego się nie zapomina to już klasyk dla mnie. Metro wiecznie żywe.