„Mały Książę” A. Saint-Exupéry’ego – W KINACH!

„Mały Książę” A. Saint-Exupéry’ego – W KINACH!

Od tygodnia w kinach można oglądać ekranizację „Małego Księcia”, animacji w

reżyserii Marka Osborne’a (reż. „Kung Fu Panda), która jeszcze przed wejściem

do kin zbierała fantastyczne opinie i budziła wiele emocji. Obecnie szturmem

zdobywa serca kolejnych widzów.

 

Mały-Książę-plakat

 

Historię Małego Księcia (fr. Le Petit Prince) – Antoine’a de Saint-Exupéry’ego znają i

kochają niemal wszyscy. Po raz pierwszy wydano ją w 1943 roku. Przetłumaczono na

ponad 270 języków i dialektów, a sprzedano w ponad 140 milionach egzemplarzy.

Od dawna też książka należy do klasyki światowej literatury.

 

Ksiażkę Exupéry sam zilustrował. Zresztą to jedyna, której nadał formę baśni. Choć

to tylko pozornie książka dla dzieci. Pod warstwą bajkowej, nierealnej fabuły znajduje

się druga, symboliczna. Od początku adresował ją też do dorosłego czytelnika.

Animacja Osborna, złożona jest z dwóch historii, choć zbudowana wokół

pierwowzoru książkowego. Opowieść niezwykła, do tego składająca się też z dwóch

rodzajów animacji (komputerowej i poklatkowej).

 

„Punktem wyjścia do koncepcji fabularnej była przyjaźń Pilota znanego z książki, ale

dużo starszego, z Małą Dziewczynką, która zostaje jego sąsiadką. Ta opowieść na

różne sposoby odnosi się do opowieści o Małym Księciu – nasza nowa bohaterka

będzie musiała doświadczyć rozstania ze swoim przyjacielem, podobnie jak Mały

Książę w książce. Miałem nadzieję, że ten pomysł to dobry sposób na poradzenie

sobie z tą delikatną materią. Ale jeśli mam być szczery, to nie wierzyłem, że to się

może udać” – mówi reżyser”.

I nie miał racji, ale może ze zwątpienia we własne czyny i siły, niekiedy przewrotnie

rodzą się rzeczy wielkie? Coś w tym jest. Od początku film mnie urzekł, choć zaczął

się zwyczajną historią małej dziewczynki i jej mamy, które przeprowadzają się –

„story” jakich wiele, czy aby na pewno?

„Mały Książę” opowiada o rzeczach/wartościach ponadczasowych i uniwersalnych. O

miłości i przyjaźni, o zaufaniu. Reżyser „prowadzi” nas podczas seansu za rękę,

niczym Pilot małego księcia przez kosmos emocji. Budzi zachwyt prostotą i pięknem.

Wzrusza. U mnie także nie obyło się bez łez. Choć film rzeczywiście dedykowany

raczej do starszego widza, to starsze, bardziej dojrzale emocjonalnie dzieci bardzo

dobrze go odbiorą.

Najfajniejsze w tym wszystkim, dla mnie jako widza, jest to że zarówno przypomniał

oryginał, jak i zachwycił nowym, świeżym podejściem do tematu. Liczę na to że

powstaną, kolejne genialne animacje w tym stylu. Może „Tajemniczy ogród”, albo

„Piotrus Pan”.

  • Kasia Nowak

    moja ukochana ksiażka na ekranie, nie mogę przegapić :)

  • Kalina Borowiec

    Uwielbiam, widziałam już, cudownie łączą się te dwie animacje, ciekawa recenzja i zgadzam się z nią całkowicie. I kilka razy nawet „zaszkliły” mi się oczy…