Lion

Lion

„Lion. Droga do domu” to oparta na faktach, przejmująca historia hinduskiego chłopca Saroo, który w wyniku fatalnego zbiegu okoliczności znalazł się tysiąc sześćset kilometrów od domu w Kalkucie. Saroo był niepiśmienny, nie znał języka, jakim posługują się mieszkańcy tej części Indii, nie potrafił wskazać nawet nazwy miejscowości, z której pochodził. Przeszedł gehennę, mieszkając na ulicach Kalkuty, trafił do sierocińca, skąd w końcu został adoptowany przez nową rodzinę mieszkającą w Australii. Cały czas marzył o powrocie do rodzinnej wioski.

 

„Lion. Droga do domu” to tak naprawdę dwa filmy w jednym. Pierwsza połowa to opis życia chłopca we współczesnych Indiach. Opowiedziana ze swadą, przyjmująca konwencję kina przygodowego, prowadzi nas przez realia hinduskiej biedoty. Druga, „australijska” część przemienia się w kameralny dramat psychologiczny. W centralnym punkcie umieszczony jest tam dorosły Saroo, mierzący się z problemem tożsamości, dorastający do decyzji o poszukiwaniu rodziny. Taka specyficzna konstrukcja była dobrą decyzją twórców, pozwoliła idealnie wywarzyć akcenty i poprowadzić widza do mocnego finału.

 
lion_markrogers-1337-retouched
 

To, co przede wszystkim zachwyca w filmie, oprócz historii oczywiście, to sposób jej przedstawienia. Nagrodzone na festiwalu Camerimage zdjęcia Griega Frasera i rewelacyjna muzyka Dustina O’Hallorana potrafią wspaniale współgrać z opowiadaną historią i skutecznie podbić emocje. Dzięki temu zapominamy o pewnych niedociągnięciach scenariuszowych filmu, szczególnie w jego drugiej części i po prostu zanurzamy się we wzruszającej opowieści.

 

Wspaniałe jest tu także aktorstwo. Na szczególną uwagę zasługują tutaj dwie role. Po pierwsze kreacja Nicole Kidman, w moim odczuciu jedna z przełomowych w jej karierze. Wydaje się, że hollywoodzka aktorka właśnie w filmie „Lion. Droga do domu” zaakceptowała swój wiek i odważnie weszła na wyższą aktorską półkę, zarezerwowaną dla nielicznych. Pokazuje się tutaj bez wyraźnego make-upu, eksponuje niedostatki swojej urody, co dla aktorki takiej jak Nicole Kidman musiało wiązać się ze sporą odwagą i samoświadomością. Drugim odkryciem filmu jest Sunny Pawar, grający młodego Saroo. Ten dzieciak to prawdziwy brylant, właściwie niesie na swoich barkach pierwszą, indyjską część filmu.

 

Nie mogę też nie wspomnieć o drugim planie. Grający dorosłego Saroo Dev Patel staje na wysokości zadania. A Rooney Mara z niezbyt głęboko zarysowanej postaci tworzy pełnokrwistą bohaterkę.

 

„Lion. Droga do domu” to typowy wyciskacz łez. Na poziomie emocjonalnym film działa totalnie, czego najlepszym dowodem byli płaczący rzewnymi łzami widzowie w sali kinowej. Twórcy nie zapomnieli jednak o męskiej części widowni, dając im świetne sekwencje o młodym Saroo borykającym się z problemami bezdomności na ulicach Kalkuty. Dla każdego coś miłego — trzeba zobaczyć.

 

  • Kasia Nowak

    Przepiękny film! :)