Król życia

Król życia

25 września do kina wchodzi „Król życia” – debiut reżyserski dobrze znanego fanom kina operatora

filmowego Jerzego Zielińskiego. Miałam wielka przyjemność uczestniczyć w oficjalnej premierze

filmu, więc niezwłocznie dzielę się z Wami odczuciami.

Film Zielińskiego to pozytywna komedia o mężczyźnie, który szukając drogi do wolności

odnalazł coś równie istotnego – szczęście i zaraził nim wszystkich wokół.

Tytułowym bohaterem jest Edward (Robert Więckiewicz) – od wielu lat pracownik jednej z

warszawskich korporacji. Czas w tym piekle, jakim jest biuro z równo poustawianymi biurkami i

ludźmi w kolorach czerni i bieli, odmierzany jest przez kolejne przerwy na papierosa. Nietrudno

zgadnąć, że Edward jest nieszczęśliwy, nie lubi ludzi, nie lubi swojej żony, nie lubi siebie ani

swojego życia – on to wszystko jedynie toleruje, a przynajmniej stara się. To, co dla absolwentów

wyższych uczelni wydaje się szczytem marzeń – ciepła posadka w korpo-mordowni, z kartą

multisportu i bramkami otwierającymi się tylko przy pomocy identyfikatora, Edwarda zaczyna

męczyć. Ostatecznie w wyniku wypadku porzuca korpo-świat, a w momencie poluzowania krawata

odkrywa coś, czego mu najbardziej w życiu brakowało, czyli wolność! Wolność do bycia sobą, do

bycia z ludźmi, a nie tylko obok nich i końcu prawo do bycia szczęśliwym. Szczęście (według

amerykańskich naukowców) jest zaraźliwe na odległość 800 metrów, więc wszystkim w otoczeniu

Edwarda uśmiech pojawia się na twarzy.

„Król życia” wypełnia w polskim kinie pustkę, która utworzyła się poprzez zalew dwóch rodzajów

filmowych dzieł – słabej jakości komedii i emocjonalnie naładowanych dramatów.

Potrzebowaliśmy czegoś, co po prostu będzie fajnym filmem, z którego wyjdziemy z uśmiechem na

twarzy. I „Król życia” jest właśnie takim filmem. Nie będzie tu wybuchów salw śmiechu, będzie za

to banan na twarzy, bo jak to powiedział Ernest Bryll na tym filmie „mózg się śmieje”.

Do roli Edwarda trudno by było znaleźć lepszego aktora od Roberta Więckiewicza. Ze swoją

smutną twarzą idealnie pasuje do roli zmęczonego życiem korpo-ludka. Jerzy Zieliński udowadnia,

że jest nie tylko genialnym operatorem, ale wieloletnia praca na planie zapewniła mu kilka asów w

rękawie. Król życia nie jest filmem bez wad, czasem groteska idzie o krok za daleko, a dialog

kuleje nasączony sztucznością, ale te wszystkie wady jesteśmy w stanie mu wybaczyć, bo w

ostatecznym rozrachunku bawi i zaraża optymizmem.

„Król życia” uczy nas jednej prostej rzeczy, by być szczęśliwym wcale nie musisz wyjechać na

koniec świata z walizką pieniędzy, wystarczy, że poświęcasz się temu co lubisz, co daje ci

satysfakcję, otaczasz się prawdziwymi przyjaciółmi i starasz się być altruistą, bo karma wraca,

dobro się mnoży, a szczęście uderza ze zdwojoną siłą.

Film promuje piosenka w wykonaniu Łukasza Lacha z wpadającą w ucho melodią Karima

Martusewicza i słowami autorstwa Adama Nowaka.