Hobbit: Bitwa pięciu armii

Hobbit: Bitwa pięciu armii

Niestety to już ostatnia część hobbitowej trylogii, ale zaklinam – do kina iść warto! Obie tolkienowskie trylogie Petera Jacksona przejdą do historii kina. Krytycy wieszczyli porażkę, jeżeli to była porażka, to ja wszystkim życzę takich porażek – nie tylko w Nowym Roku, ale i w całym życiu.
„Hobbit: Bitwa pięciu armii” to oczywiście rozliczenie się ze smokiem Smaugiem, a potem globalna wojna pod Samotną Górą, gdzie spotykają się armie elfów, orków, wargów, ludzi, krasnoludów oraz jeden hobbit, gobliny, orły, wilki i inne stwory. Oczywiście sceny te wgniatają w fotel, z takim rozmachem są zrealizowane. Jednym słowem – jeżeli zakładamy okulary 3D – to jest na co patrzeć. I tak jak w przypadku dwóch pozostałych filmów – czas mija niespostrzeżenie.
Tytułowa bitwa pięciu armii w książce zajmuje może jedną stronę, a wszystkie pokazane w tym filmie wydarzenia około trzydziestu. Śmierć kilku krasnoludów opisana jest dosłownie jednym zdaniem… W filmie każda z tych śmierci jest rozbudowana do długiej sekwencji z bogatą choreografią walki. I bynajmniej nie są to dłużyzny.
Natomiast z oryginału zostało usunięte wszystko to, co nadaje tym opowieściom bajkowy charakter – na przykład powrotna wizyta w pałacu króla elfów Elronda. Reżyser dostosował „grzecznego” Hobbita do współczesnych odbiorców kina fantazy, czyli dla „Gry o tron”, „World of Warcraft”,”Battle of Wesnoth”.
Peter Jakcson w swojej ekranizacji powieści Tolkiena niezmiennie imponuje entuzjazmem i oddaniem wobec twórczości pisarza oraz pietyzmem w oddawaniu szczegółów obrazu Endoru i jego mieszkańców. Widać, że bardzo zależy mu na jak najwierniejszym odtworzeniu literackiego pierwowzoru. Nic tu się nie rozsypuje, akcja trzyma się ram, nie nuży. Tu wielkie brawa za doskonały montaż.
Oczywiście nie zawodzą też aktorzy – świetny (znany ostatnio z serialu „Fargo”) Martin Freeman okazał się idealnym Bilbo Bagginsem, Ian McKellen jako Gandalf Szary i Christopher Lee w roli Sarumana Białego to klasa sama w sobie. Trzej królowie, którzy są tu osią intrygi – to aktorzy znakomicie dobrani – Lee Pace jest doskonałym elfickim królem Thranduilem, żywiołowy Luke Evans, to dowódca ludzi z Esgaroth Bard Łucznik oraz Richard Armitage – Thorin Dębowa Tarcza. Klimatu dopełnia fantastyczna muzyka Howarda Shore’a, który stworzył soundtrack m.in. do serialu „Dr House”.
To, że z jednotomowej opowieści dla dzieci powstał dziewięciogodzinny, wystawny film mogło dziwić, ale twórcy twierdzą, że w spuściźnie Tolkiena znaleźli mnóstwo materiałów, które pozwoliły na nakręcenie filmowej trylogii. Wykorzystano m.in. przypisy, które pisarz stworzył do „Władcy pierścieni”.

Wszystko to razem – zapracowało na fenomenalny wynik filmu, który bije wszelkie rekordy.
Trzecia część „Hobbita” już drugi tydzień jest na pierwszym miejscu zestawienia amerykańskiego box office. Produkcja od czasu premiery zarobiła aż 573 miliony dolarów.

Najlepszym rynkiem pozostały Niemcy. W trzeci weekend obraz zarobił tam 11,7 mln dolarów. Niewiele gorsza była Australia, gdzie w ciągu trzech dni film zgarnął 10,1 mln dolarów. To trzydniowy rekord całej trylogii. W Polsce od Bożego Narodzenia (wraz z pokazami przedpremierowymi) obraz zarobił 5,3 mln dolarów, co oznacza 843 tysiące widzów. We Francji trzeci „Hobbit” zdobył 6,9 mln dolarów, ale wystarczyło to jedynie na drugie miejsce (wygrała lokalna komedia „La famille Bélier”). Dzięki 6,6 mln dolarów po raz trzeci „Bitwa Pięciu Armii” była numerem jeden w Wielkiej Brytanii. Obraz sprzedał się też dobrze w Korei Południowej (5,5 mln) i we Włoszech (5,3 mln).

Dzięki tym wszystkim wynikom „Hobbit: Bitwa Pięciu Armii” jest dziesiątą premierą roku, która na zagranicznych rynkach zarobiła co najmniej 400 milionów dolarów. W tej chwili kwota ta wynosi 405,1 mln dolarów. Po dodaniu do tego wpływów z rynku amerykańskiego otrzymujemy 573,6 mln dolarów. Daje to 11. miejsce w zestawieniu globalnych hitów 2014 roku. Za tydzień film wyprzedzi”Jak wytresować smoka 2″ (618,9 mln) i „Interstellar” (641,3 mln).

Czy na tym skończy się filmowa przygoda reżysera Petera Jacksona z J.R.R. Tolkienem, autorem powieściowego cyklu opowiadającego o mieszkańcach fantastycznego Śródziemia? Do tej pory Jackson zrealizował sześć filmów wg prozy Tolkiena, czyli dwie trylogie – „Władcę pierścieni” i „Hobbita”. Pytany, czy ma ochotę na kontynuowanie tej przygody, odpowiada, że chętnie, ale jeszcze nie teraz, ponieważ musi chwilę odpocząć. Teraz planuje nakręcić razem ze swoją życiową partnerką i scenarzystką Fran Walsh, niskobudżetową, opartą na faktach historię, która będzie się rozgrywała w jego rodzinnej Nowej Zelandii.

. W wywiadzie dla „Variety” Jackson powiedział, że za dwa, trzy lata, być może powróci do Tolkiena, bowiem „w całej branży filmowej nikt tak jak on nie jest związany emocjonalnie z jego twórczością”. A do sfilmowania pozostał jeszcze „Silmarillion”. Przeszkodą może być jednak, jak podają niektóre media, niechęć Tolkien Estate, czyli spadkobierców pisarza, do kolejnych ekranizacji. Jeśli weźmiemy jednak pod uwagę, jak wielkiej popularności filmy przysporzyły dziełom Tolkiena, może jednak zmienią za jakiś czas zdanie.
Filmowa kuchnia

• Główne zdjęcia do trylogii trwały 266 dni.
• Wszystkie trzy filmy kręcono z wykorzystaniem nowoczesnych kamer cyfrowych RED EPIC. Na planie było ich aż 30.
• Zdjęcia do filmu powstały w prędkości 48 klatek na sekundę zamiast standardowych 24.
• Scenograf Dan Hennah stworzył wirtualny model Śródziemia, a potem modele w skali 1:16 i 1:25 obejmujące 94 obiekty przekształcone później w dekoracje. Pracowało nad tym 350 ludzi.
• Największą dekorację, miasto Dale, wybudowano u stóp nowozelandzkiej Mount Crowford. Nad jej budową pracowało 200 ludzi. Powstało 36 budynków i murów obronnych.
• Widowiskowy atak Smauga na Miasto nad Jeziorem to 300 ujęć ze specjalnymi efektami wizualnymi.
• Kluczowa była zaawansowana technika komputerowa. Na potrzeby wielkiej bitwy pod Ravenhill stworzono np. 5 tys. krasnoludów i elfów oraz ponad 40 tys. różnych odmian orków.
• Dzięki technice motion caputre cyfrowo stworzone postaci Golluma, smok Smauga i szefa orków Azoga Plugawego grają jak z nut – wydatnie pomogli im w tym znakomici aktorzy Andy Serkis, Benedict Cumberbatch i Manu Bennett.

  • Natalia Myszańska

    Byłam!! jest naprawdę wpsaniala i to nie tlyko dla fanów Tolkiena czy Jacksona :)

  • Karolina Domaniewska

    Świetna recenzja, właśnie się wybieram jakoś na dniach – każdy fan serii musi zobaczyć obowiązkowo :)

  • Ada Kazimierczak

    Wreszcie przeczytałam w tej recenzji coś na co czekałam, a mianowicie info, że być może za kilka lat Jackson powróci do śródziemia… czekam na to a spadkobiercy Tolkiena na pewno ugną się m.in pod presja fanów ;-)

  • Mariusz Złotnicki

    Rzetelna recenzja, przyjemnie się ją czytało :-) Zwieńczenie Hobbita super, oglądałem w 3D i nie mogłem oderwać oczu od tego bajkowego świata. Niesamowite ujęcia, piękne widoki, epicka bitwa – czego chcieć więcej? :-p