Ewa Nowak „Niebieskie Migdały”

Ewa Nowak „Niebieskie Migdały”

Książki Ewy Nowak gościły już u mnie nie raz, więc obecność tej rzekomo młodzieżowej pozycji nie powinna już Was dziwić.

Lubię Nowak i już. Wiele osób nazywa ją drugą Musierowicz. Ja nie przepadam za takim nazewnictwem, bo ono sugeruj naśladownictwo, którego tutaj nie ma. Niemniej to prawda, że fanki Jeżycjady z dużym prawdopodobieństwem zostaną fankami miętowej serii, w której od jakiegoś czasu ukazują powieści Nowak. Zadziwiającą rzeczą jest jak wiele można napisać o młodzieży oraz ich rodzicach. Jak różne opowieści pisze życie i jak wiele wspólnego mamy wszyscy niezależnie od miejsca zamieszkania i statusu społecznego. Widać to patrząc całościowo na twórczość autorki, ale szczególnie na „Niebieskie Migdały”, gdzie wielość jedności jest najwyraźniej pokazana.

Na pierwszy rzut oka, mamy bowiem do czynienia ze zbiorem odrębnych opowiadań i każde z nich można tak odczytać, ale jak się pewnie domyślacie wszystkie je coś łączy…
Najpierw poznajemy Elizę – nieśmiałą nastolatkę lubiącą spacery nad Notecią, której brak odwagi zabrać głos we własnej obronie, która wiele rzeczy by chciała, ale zawsze się boi. Sytuacja rodziny nie jest łatwa, ojciec od dłuższego czasu nie pracuje, muszą bardzo liczyć się z wydatkami, a Eliza ma jeszcze młodszą siostrę, która lubi np. wietrzyć stopy wycinając dziury w nowych rajstopach. Kocha też strupki, ranki i rany, czym wzbudza przerażenie starszej siostry. Znad Noteci przenosimy się nad morze, gdzie Zuzia marzy o karierze wokalnej. Dwóch braci potworów uniemożliwia jej ćwiczenie w domu, więc Zuzia najczęściej ćwiczy miny sceniczne udając tylko, że śpiewa. Rodzice Zuzi niedawno rozwiedli się. Dzieci zostały w rodzinnej miejscowości z mamą nauczycielką angielskiego, a tata przeniósł się do Gdańska. Odwiedzają go co drugi weekend, ale wtedy więcej czasu spędzają sami w kinie lub na pizzy niż z ojcem, gdyż ten wiecznie ma jakiś projekt do zamknięcia. Zuzia mimo towarzystwa dwóch braci, czuje się samotna, w ogóle nie potrafi znaleźć z nimi wspólnego języka, wydaje się, że oni urodzili się po to, by jej dokuczać.
Kolejnym punktem podróży jest podwarszawska Zielonka, gdzie w przestronnym domu z balkonem i gosposią mieszka Karolina, a raczej – Lina Karo. Lina jest jedynaczką. Kolekcjonuje muszle, które z zakątków całego świata przywożą jej rodzice, bądź kupuje przez internet. Co roku jeździ na zagraniczne wakacje, jej sąsiad jest jednocześnie najlepszym przyjacielem, zastępuje brata. Z pozoru niczego jej nie brakuje, ale Lina ma jeden poważny problem – kłamie, choć sama nie wie dlaczego.

Spod Warszawy udajemy się do Choszczna, gdzie niemal pokutniczy żywot wiodą Hania i Laura, nazywane „Furteczkami” bliźniaczki wychowywane są przez babcię i prababcię. Ich codzienne zajęcia to wyszywanie, haftowanie, robienie na drutach, na śniadanie pija mleko z masłem i miodem, a na kolację owsiankę. Babcia jest surowa i nie ma mowy o innym menu, można najwyżej nie jeść. Na szczęścia babcia Maniusia, zawsze upichci im jakieś ciacho i zostawi w skrytce… Dziewczynki wodą podwójne życie: zaraz za progiem domu, stawiają na sztos kołnierzyki, zdejmują z głów opaski, a powieki i usta przyozdabiają kosmetykami z gazety. W tajemnicy przed babcią korespondują ze znajomymi z obozu językowego we Władysławowie oraz zakochują się w tym samych chłopaku…
Tajemnice ma również Ola – sportsmanka i młoda ciocia dwójki nieznośnych dzieciaków… Ola również była na obozie we Władysławowie, a potem na zjeździe obozowiczów w Choszcznie u Furteczek. Zaprzyjaźniła się bardzo z Karoliną, która namawia ją nawiązania korespondencji z Dominikiem, który szuka przyjaciół za pośrednictwem magazynu dla nastolatek, tego samego, z którego Furteczki posiadały swoje jedyne kosmetyki i które… Albo nie doczytacie sami.

Z jakimi problemami przyjdzie się zmierzyć poszczególnym bohaterkom, w jakie kłopoty się wpakują i co z nich wyniknie? Rzeczy wielkie i małe jednocześnie. Lektura ma ponad 500 stron, ale pochłania się ją migiem.

Nastolatki znajdą w niej rozterki bliskie swoim. Będą miały szansę zobaczyć szeroki przekrój polskiej rodziny i zastanowić się nad czy rzeczywiście mają tak najgorzej… Nowak nie boi się pokazywać rodzin niestandardowych: rozwiedzionych rodziców, kryzysów, sierot. W życiu nie można mieć wszystkiego i często osoby, którym zazdrościmy okazują się bardziej nieszczęśliwe niż te, które im zazdroszczą.

Polecam wszystkim dziewczynom – niezależnie od wieku, a także rodzicom, którzy próbują zrozumieć swoje nastoletnie dzieci. ;)

  • Kalina Borowiec

    swietna uwaga, ze takie ksiazki pozwalaja rodzicom zrozumiec problemy ich nastoletnich dzieci

  • Anna Nowalska

    Ewa Nowak jest psychologiem, więc jej książki można trochę traktować poradnikowo, mimo, że czyta się rewelacyjnie i nie ma tam sztywnych pouczeń, moralniaków.

  • Zośka Grochowska

    Ciekawa recenzja, książka wydaje się o tyle fajna, gdyż porusza problemy, które dotyczą wielu nastolatków, a jednocześnie czyta się ją szybko dzięki plastycznym opisom i dobrej narracji :)

  • Beata Meisner

    Znam kilka części i też myślę, że to coś więcej niż tylko książki młodzieżowe, albo też kto powiedział, że jak coś jest młodzieżowe, to nie może być fajne. A historie z „Miętowej” wygrywają właśnie tym, że są na wskroś polskie – to są nasze realia, a nie jakieś „koledże” i „hajskule”. ;)