Dowód – Eben Alexander

Dowód – Eben Alexander

Dowód – Eben Alexander. Pełny tytuł książki to „Dowód. Prawdziwa historia neurochirurga, który przekroczył granicę śmierci i odkrył Niebo”. Krótko mówiąc jest to wizja zaświatów autora. Przez tydzień pozostawał w głębokiej śpiączce z minimalnymi szansami na wyleczenie. Jego mózg praktycznie przestał funkcjonować, a ciało nie reagowało na żadne bodźce. Gdy pozostawał nieprzytomny miał wizje Nieba.

 

 

 

Eben Alexander to uznany neurochirurg, szanowany wykładowca Harvardu, przez lata pozostawał sceptyczny wobec zagadnień wiary. Życie poświęcił nauce i ufał jedynie faktom. Pod wpływem dramatycznego zdarzenia przewartościował swoją racjonalną wizję świata. Dotknął tajemnicy. Książka jest relacją człowieka nauki, specjalizującego się w badaniu mózgu. Jednak po przeczytaniu mam wrażenie, że to tylko i wyłącznie osobiste przeżycia człowieka. Bardzo chorego człowieka…

Jestem sceptyczka jeżeli chodzi o życie pozagrobowe i jego wizje. Uważam, ze mózg człowieka umierającego lub bardzo chorego, potrafi „wyczarować” niezwykłe wizje tak, aby moment odchodzenia oswoić. Wszystkie żywe istoty w chwili śmierci mają wizje, co wykazują badania.
Krytycy twierdzą jednak, że jego opis nieba podejrzanie przypomina standardowy model judeochrześcijański. Podobnie i muzułmanie, gdy opisują swoje doświadczenia śmierci klinicznej, często wspominają, że spotykali dziewice. Buddyści tybetańscy często mówią natomiast, iż widzieli demony. Wizje i jednych, i drugich odzwierciedlają elementy ich własnych religii.

 

Niemniej jednak Ameryka oszalała na punkcie wizji neurochirurga – książka błyskawicznie znalazła się na liście bestsellerów „New York Timesa”. Czy stanie się tak w Polsce? Szczerze wątpię. Po pierwsze nie jest to jakieś szczególne dzieło, poza tym jesteśmy krajem katolickim. Jeżeli wezmą ją do ręki ludzie zainteresowani „życiem po życiu”, nie dostaną tu nic więcej poza tym, co już zostało przez innych zapisane. Nie ma tu też żadnego dowodu na to, że to co przeżył Eben Alexander kiedykolwiek się wydarzyło.