„Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” – o nas bez makijażu

„Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” – o nas bez makijażu

Rzadko kiedy w naszych kinach możemy oglądać filmy włoskie. Ilekroć jednak produkcja rodem z Półwyspu Apenińskiego pojawia się na plakatach, możemy mieć pewność, że jest ona warta  uwagi – podobnie jest z filmem „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”, który zachwycił publiczność festiwalu Nowe Horyzonty. Wśród aktorów uwagę zwracają m.in. Edoardo Leo („Zakochani w Rzymie”, „Pamiętasz mnie”, „Cześć, tato”), Marco Giallini („Jak Bóg da”, „Cześć, tato”) oraz znana i ceniona we Włoszech nasza rodaczka Kasia Smutniak („Pozdrowienia z Paryża”).

Scenariusz jest prosty – siedmioro przyjaciół spotyka się na kolacji, by przy dobrym jedzeniu i pogaduszkach przyglądać się zaćmieniu księżyca. Rozmowa toczy się od słowa do słowa i w pewnym momencie zbacza na pozornie bezpieczny tor rozmów o telefonach, komputerach i nowych technologiach. Skoro już o telefonach mowa, to czemu nie zagrać w grę? Uczestnicy kolacji postanawiają, że wszystkie wiadomości, zdjęcia, emaile i telefony, które otrzymają w trakcie kolacji będą publiczne. Świetny pomysł, prawda? Zapowiada się niezła komedia… do czasu.

Twórcy filmu uważają, że każdy z nas ma trzy życia: publiczne, prywatne i… sekretne. Problem pojawia się wówczas, gdy to trzecie nagle zaczyna być życiem publicznym. Bohaterowie filmu nazywają telefony komórkowe „czarnymi skrzynkami”, które zapisują wszystko, przechowują nasze tajemnice i w niepowołanych rękach mogą nam bardzo zaszkodzić. Początkowo wszyscy uczestnicy kolacji są zdania, że nie mają nic do ukrycia – każdy deklaruje, że może przekazać swój telefon w ręce innych, że nie skrywa w nim żadnych sekretów. Jednak gdy zaczyna się gra, rzeczywistość przestaje być czarno-biała i pojawia się cała gama różnych odcieni szarości. SMS od nieznanego numeru, wiadomości od byłych, telefon od lekarza, dziecka, siostry… a to dopiero początek. W którymś momencie zaczynamy się zastanawiać, czy przedmioty, które miały nam ułatwiać życie nie stały się dla nas pułapką, współczesną puszką Pandory, której otwarcie powoduje zranienia, odrzucenie, niezrozumienie i wzajemne oskarżanie.

Polski tytuł filmu, „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”, odbiega nieco od oryginału, który brzmi „Perfetti sconosciuti”. W prostym tłumaczeniu oryginał oznacza tyle, co „perfekcyjnie (doskonale) nieznani”. Mamy więc dwa tytuły, które kładą nacisk na zupełnie inne aspekty filmu. Możemy zostać po stronie włoskiego tytułu i stwierdzić, że film pokazuje jak bardzo nie znamy się nawzajem, nawet jeśli nazywamy siebie przyjaciółmi lub mieszkamy pod jednym dachem. Polski tytuł z kolei zatrzymuje nas na zagadnieniu kłamania. Czy rzeczywiście dobrze czujemy się wówczas, gdy budujemy fałszywy obraz siebie tylko po to, aby było „miło”. Przyznaję, że po dwukrotnym obejrzeniu tego filmu, nie umiem zdecydować, pod którym tytułem się podpisuję – chyba pod obydwoma.

„Kiedyś tyle serca, tyle czułych słów, dzisiaj tylko ten sam klucz” śpiewa w jednej ze swoich piosenek Ryszard Rynkowski. Czy tak jest naprawdę? Paolo Genovese stawia przed nami pytanie, na które każdy musi odpowiedzieć sam. Które z moich żyć jest prawdziwe i jakie tajemnice skrywa moja „czarna skrzynka”? Może najwyższy czas na sformatowanie systemu J.