Demony miłości

Demony miłości

„Demony miłości” Eve Edwards, to niebanalna powieść historyczna z mocno zarysowanym tłem historycznym, które ma bezpośredni wpływ na losy bohaterów.

 


Stanowi kontynuację „Alchemii miłości” – dziejów rodu Lacey tocząca się w XVI-wiecznej Anglii oraz za oceanem. Bowiem, kto nie pamięta przypominam, to czasy wielkich wypraw morskich – Kolumba, Vasco Da Gamy, kolonizacji zamorskich terytoriów. Niektóre z podbitych ziem przetrwały do dziś jako część korony angielskiej!

Edwards po raz kolejny zaskakuje nas niebywałą dbałością o szczegóły, ciekawymi opisami historycznych strojów, budowli, całego świata przedstawionego. Nie unika takich tematów jak niskie temperatury i przeciągi w posiadłościach, czy brak higieny . Odważnie, acz subtelnie uczy tolerancji wobec inności – kolor skóry, a nawet orientacja seksualna. Nasi bohaterowie, choć żyjący pięćset lat temu nieraz wykazują większe zrozumienie w tym tematach niż ludzie nam współcześni. Ciekawie rozwija postać Diega, który coraz chętniej dzieli się swoimi przemyśleniami ze swym panem (i przyjacielem). Wskazuje inny – bardziej otwarty ogląd świata niż typowo angielskie spojrzenie ograniczane konwenansami i obłudą.

Krnąbrna (w oczach rodziny) lady Jane, niedoszła żona hrabiego Dorset, zostaje ciężko ukarana za zerwanie zaręczyn. Ojciec zsyła ją Stafford Grange w północnym Yorkshire, gdzie miała „zgnić na bagnach”. Ojciec ustanowił dla niej „okrutny reżim polegający na modłach i postach połączonych z karami cielesnymi – a wszystko po to, by złamać buntowniczego ducha dziewczyny i nagiąć córkę do swojej woli.” Jej wybawcą okazał się leciwy markiz Riveloux – Jonas Paton. Ożenił się z siedemnastoletnią Jane, czym podarował jej wolność i swoją przyjaźń. Z jego polecenia markiza Riveloux po śmierci męża znalazła schronienie przed, nie darzącymi jej sympatią, pasierbami na dworze królewskim. Tu spotyka Jamesa Lacey, który właśnie szykuje się do ekspedycji i uświadamia sobie, że jej serce należy do niego. James nie wie jednak o motywach, jakie skłoniły ja do odrzucenia propozycji małżeństwa i sądzi, że po prostu chciała ośmieszyć jego rodzinę, poza tym wyrusza w niebezpieczną podróż, z której nie wiadomo czy wróci. Na scenie pojawia się również hrabia Wheterby, ojciec Jane, który ma nowy plan pokierowania życiem i ręką córki.

Poza głównymi bohaterami, mamy bardzo ciekawe postaci drugiego planu – najbliższych przyjaciół Jamesa i lady Jane: Negra Diego oraz Milly, przyjaciółkę Jane z dzieciństwa, która z jej pomocą po utracie majątku rodzinnego, stała się „businesswoman”. Postać Diega, którego znamy już z „Alchemii…” jest bardzo ciekawie przez autorkę rozwinięta. Coraz chętniej dzieli się on swoimi przemyśleniami ze swym panem (i przyjacielem). Wskazuje inny – bardziej otwarty ogląd świata niż typowo angielskie spojrzenie ograniczane konwenansami i obłudą.

Czarnoskóry sługa i angielska szlachcianka to mezalians, który budzi trwogę nawet wśród pospólstwa.

Czy te dwie trudne miłości mają szansę na spełnienie?

Ja już wiem i mam nadzieję, że nie będę musiała zbyt długo czeką na trzeci tom kronik rodu Lacey.