Chyba strzelę focha!

Chyba strzelę focha!

„Chyba strzelę focha!” to kontynuacja losów bohatera z powieści „Gej w wielkim mieście”, autorstwa Mikołaja Milcke. Geja nie czytałam, więc nim sięgnęłam po książkę, to zastanawiałam się czy uda mi się wdrożyć w losy bohatera. Zazwyczaj tak jest z kontynuacjami, że mają tak dużo nierozwiniętych nawiązań do części poprzedniej, że czytelnik się po prostu się irytuje. Jeżeli chodzi o „Focha” tak nie jest – można ją przeczytać niezależnie, tak jak ja to zrobiłam. Weszłam w świat głównego bohatera i od razu bardzo go polubiłam :)

 

 
Powieść zaczyna się od sielskiego obrazka dwóch zakochanych w sobie chłopaków. Jednak idyllę bardzo szybko burzy matka jednego z nich…


Główny bohater to student dziennikarstwa, pochodzi z prowincji, wywodzi się ze skromnej rodziny, stara odnaleźć się w realiach dużego miasta. Wie czego chce, zna swoją wartość, uważa że zasługuje na miłość i czuje się szczęśliwy. Ma wspaniałego faceta – Wiktora – z którym wiąże plany na przyszłość. Jest wprost bosko – jednak na horyzoncie pojawia się Marta – władcza matka Wiktora – która robi wszystko, aby zniszczyć ten związek…
Wiadomo – bycie gejem w naszym społeczeństwie nie jest łatwe, zwłaszcza gdy nie ma się wsparcia najbliższych. Tego wsparcia nie ma oczywiście nasz bohater – ojciec nie akceptuje jego orientacji, w związku z tym odmawia finansowania mu studiów. Co wiec się dzieje?Zaczyna nienawidzić w sobie geja; niemal wierzy, że homoseksualizm to choroba, którą można wyleczyć. Trafia więc do grupy, w której leczą… Takie polskie, prawda? Skądś to znamy…

Powieści Mikołaja Milcke się nie czyta, ją się wprost chłonie. Wiem, że nie jest niczyją biografią – co powiedział mi sam autor – jednak napisana jest tak, że bardzo wzrusza. Tak jak historia, którą napisało życie. Słowa powieści, pełne są emocji, które płyną wprost do naszego serca – raz bawią, raz smucą; innym razem budzą sprzeciw czy skłaniają do refleksji.
Mam znajomych gejów, których historie można porównać do „Focha”, więc odebrałam tę powieść emocjonalnie. Aby żyć, moi znajomi często musieli stoczyć batalię ze swoimi rodzinami, środowiskiem, uprzedzeniami, dziwnymi reakcjami innych.
Nasze społeczeństwo wręcz pompowane jest groteskowym obrazem geja – śmiesznego dziwaka, który skoncentrowany jest wyłącznie na swojej cielesności i zaspokajaniu popędów. „Chyba strzelę focha” pozwala więc oswoić stereotypy.

To opowieść o przyjaźni, relacjach, związkach i dążeniu do własnych celów. Autor podkreśla, że dzięki przyjaciołom jesteśmy w stanie przetrwać nawet największe kryzysy. Nawet jeżeli rodzina, czy partnerzy nie dają nam wsparcia, przetrwamy dzięki przyjaciołom właśnie. Banalne? Może i tak, ale przecież życie składa się z małych szczególików, które łączą się w większą, wspaniałą całość. Prawda?

Ważne przesłanie płynące z powieści dotyczy też związków – „miłość” nie może ściągać nas w dół. Nie polega na zaszczepianiu w nas niepewności i braku wiary we własne siły. Nie jesteśmy tylko ozdobą partnera. Musimy pamiętać, że istniejemy i mamy własne cele.
Nie ustawajmy więc w dążeniach – spełnienie marzeń to droga ku szczęściu. Gdy MY nie będziemy szczęśliwi, jak będziemy w stanie uszczęśliwić innych?

Książkę powinni przeczytać wszyscy. Szczególnie ci, którzy są inni lub czują, że nie przystają do narodowo katolickiego wzorca; rodzice, bliscy i przyjaciele gejów, którzy nie potrafią zaakceptować inności. Bycie gejem nie jest chorobą. Gej nie przestanie być naszym bratem/siostrą, synem/córką, przyjacielem/przyjaciółką tylko dlatego, że urodził się inny, że się ujawnił. To, że rozpaczliwie będzie próbował się zmienić, by być kochanym czy choćby akceptowanym nie uczyni NIKOGO szczęśliwym.
Ci, którzy uważają, że geje to dziwacy, którzy żyją na księżycu, na pewno zaspokoją tą książką swoją ciekawość. Nie znajdą tu skandalu, ale być może pozbędą się swojego kontrowersyjnego wyobrażenia? Bo przecież statystycznie również oni znają geja, choć być może o tym nie wiedzą – może to koleżanka, która w pracy ma biurko obok naszego? Albo nudny facet w garniturze, którego spotykamy codziennie na przystanku autobusowym?

Podsumowując – w powieści mamy więc dużo prawdziwego życia, bez przemilczeń i fałszu. Stykamy się z codziennymi problemami, trudnymi wyborami, w których odnajdujemy siebie, nawet gdy nie jesteśmy gejami! :) Mam nadzieję, że Mikołaj Milcke nie przestanie pisać i wkrótce znów czymś nas zaskoczy. A może historię o geju zobaczymy na srebrnym ekranie? Jako fanka dobrego kina i ciekawych historii mam taką cichą nadzieję. Książkę POLECAM na święta!!!

O autorze:

Mikołaj Milcke – rocznik 1981, urodzony na wschodzie Polski. Lubi ludzi. Często siada w ulubionej kawiarni na skrzyżowaniu dwóch ruchliwych ulic i obserwuje otaczający go świat. Patrzy na ludzkie gesty i miny, podsłuchuje cudze rozmowy w poszukiwaniu ciekawych historii i dialogów do kolejnych książek. Mieszka w Warszawie i często można go spotkać na ulicach Żoliborza. „Chyba strzelę focha!” to jego druga powieść, po debiutanckiej książce „Gej w wielkim mieście” (2011).

Blog autora – https://www.facebook.com/pages/Miko%C5%82aj-Milcke/160282887362903?fref=ts