Body/Ciało

Body/Ciało

Wszystko wskazuje na to, że wyrósł nam godny następca „Idy” w sztafecie po nagrody na najważniejszych międzynarodowych festiwalach filmowych. Najnowszy obraz Małgośki Szumowskiej o enigmatycznym tytule „Body/Ciało” trafia do polskich kin zaraz po sukcesie na festiwalu w Berlinie na którym otrzymał laur za najlepszą reżyserię.

Film opowiada historię trojga bohaterów radzących sobie, każde na swój sposób, z traumą śmierci bliskiej osoby. Prokurator, grany przez Janusza Gajosa, po śmierci żony popada w podszyte cynizmem emocjonalne odrętwienie. Jego córka Olga (w tej roli debiutująca na ekranie Justyna Suwała), na stratę matki reaguje rozpaczą i agresją wymierzoną w ojca. Terapeutka Anna (fenomenalna Maja Ostaszewska), próbująca wydobyć dziewczynę z bulimii, pocieszenie odnajduje w filozofii New Age i wierze w życie pozagrobowe. Losy całej trójki splatają się, kiedy Anna, po godzinach pracy w szpitalu psychiatrycznym udzielająca się jako spirytystyczne medium, wyczuwa, że zmarła żona prokuratora pragnie się z nim skontaktować. Prokurator, początkowo zdystansowany do rewelacji terapeutki, zaczyna dostrzegać niepokojące sygnały świadczące o obecności kogoś jeszcze w jego domu…

Spokojnie. „Body/Ciało” nie jest horrorem. To rasowa tragikomedia, sprawnie lawirująca pomiędzy sytuacyjnym komizmem i dramatycznym studium samotności głównych bohaterów. Szumowska rzuca tutaj wyzwanie, wciąż silnej i żywej w polskim kinie, tradycji „metafizycznego małego realizmu” zapoczątkowanej przez Krzysztofa Kieślowskiego i kontynuowanej przez rzesze jego epigonów. Jednak reżyserka – inaczej niż inni koledzy po fachu – nie pada przed mistrzem na kolana, lecz polemizuje z nim, rozkłada jego metodę na czynniki pierwsze. Nie unikając przy tym humoru i puszczania oka do widza. Otwierająca film scena oględzin zwłok samobójcy czy genialny epizod Ewy Dałkowskiej z piosenką „Śmierć w bikini” zespołu Republika w tle, to momenty które przejdą do historii polskiego kina. A najważniejsze wydaje się to, że ironia Szumowskiej jest dobrotliwa, nie przekracza granicy szyderstwa. „Body/Ciało” to bowiem dzieło ze wszech miar humanistyczne, czuć, że Szumowska naprawdę rozumie racje i postawy swoich bohaterów, po prostu ich lubi, pomimo całej listy dziwactw i wad.

Od strony realizacyjnej film jest doskonały. Szumowska sprawnie tka historię z pozornie luźnych scenek i sytuacji. Świetne są zdjęcia Michała Englerta, który wyszedł daleko poza zwyczajową rolę operatora (Englert jest także współautorem scenariusza). A na najwyższe pochwały zasługuje obsada aktorska. Nie tylko trójka głównych bohaterów, lecz także świetny drugi plan, jak wspomniana już Dałkowska, Adam Woronowicz czy Tomasz Ziętek.

„Body/Ciało” to przykład na to, jak w sposób lekki i przyjemny (lecz na pewno nie łatwy!) opowiedzieć o sprawach ważnych. Świetnie opowiedziana historia, znakomity film. Dobra passa polskiego kina trwa.

  • Anna Nowalska

    No to wypada obejrzeć :)

  • Kasia Nowak

    jeszcze nie widziałam, ale mam wielką ochotę :) może w ten weekend :)

  • Marcin Marecki

    Zastanawiałem się nad tym, ale poszliśmy ostatecznie na inny film, ale teraz to chyba juz jednak będzie trzeba obejrzeć. :)